ReklamaA1ReklamaA1-2

Admirał Unrug. Od gospodarza w Sielcu do życia na emigracji (cz. 2)

Informacje lokalneHistoria10 czerwca 2020, 18:30   red. Mariusz Borowiak1825 odsłon1 Komentarzy
Admirał Unrug. Od gospodarza w Sielcu do życia na emigracji (cz. 2)
Admirał Unrug podczas wizyty w Leningradzie w lipcu 1934 r. - fot. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Jako dowódca Floty – twardy i bezkompromisowy. Osobiście wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję o kapitulacji Helu 2 października 1939 r.

Komandor Jerzy Unrug, włodarząc wciąż w swym majątku w Sielcu k. Żnina, przeniesiony na własną prośbę w stan spoczynku z powodów zatargów z niektórymi oficerami, którzy wywodzili się z byłej carskiej floty wojennej, był jednak na bieżąco informowany o sytuacji w Polskiej Marynarce Wojennej. Pozostawał w stałym kontakcie z ówczesnym dowódcą Floty, kmdr. Jerzym Świrskim. Ich relacje nie były wprawdzie nigdy zażyłe, za to obaj oficerowie doskonale się rozumieli i uzupełniali. Świrski cenił Unruga za odważne wyrażanie swoich poglądów, nawet jeśli nie zawsze były one zgodne z jego własnym stanowiskiem. Mimo że Unrug formalnie pozostawał poza czynną służbą, nieoficjalnie wciąż współdziałał ze Świrskim w forsowaniu pożądanych zmian w KMW. Obaj oficerowie mieli jednakowe poglądy na rolę MW w strukturze sił zbrojnych, obaj też byli nastawieni krytycznie do polityki personalnej Porębskiego jako szefa KMW, widząc potrzebę gruntownej sanacji tak samej marynarki, jak i jej kierownictwa.

Gdy na początku 1925 r. Unrug nadal spokojnie zarządzał swym majątkiem, w KMW w Warszawie miały miejsce wydarzenia zapowiadające istotne zmiany. Wybuchła tzw. afera minowa związana z zakupem min zagrodowych w Estonii. Chociaż uchybień dopuścili się oficerowie komisji odbiorczej, to formalnie obciążyło to Porębskiego – zarzucono mu niedopatrzenia i niedostateczny nadzór nad podwładnymi. Koniec końców, rozporządzeniem Stanisława Wojciechowskiego, prezydenta Rzeczypospolitej, z 19 maja 1925 r. szef KMW został zwolniony z funkcji bez rozprawy sądowej, której się domagał. Jego odejście, co podkreślają historycy wojskowości, uznaje się za stratę dla MW i polityki morskiej państwa.

Tymczasem 23 kwietnia 1925 r. kmdr Świrski przedłożył gen. Sikorskiemu, ministrowi spraw wojskowych, i niektórym oficerom Sztabu Generalnego, memoriał traktujący o potrzebie uzdrowienia sytuacji w PMW – podjął zdecydowane działania dla przeforsowania swych poglądów. Propozycje dowódcy Floty trafiły na podatny grunt w MSWojsk., gdzie krytykowano koncepcję dotychczasowego szefa KMW i rozwijania PMW w oparciu o wzory brytyjskie. Sikorski, orędownik długofalowej współpracy z Francją, skłaniał się ku treści memoriału przedstawionego przez Świrskiego.

10 maja 1925 r. Unrug wysłał pismo do Sikorskiego, w którym krytycznie ocenił poczynania Porębskiego. Komandor miał na uwadze tylko i wyłącznie dobro rodzimej floty wojennej. W ciągu kilku lat służby w PMW, pozostając na różnych stanowiskach we flocie, był świadkiem trawiącej ją choroby. Ów list przyczynił się w sposób bezpośredni do zmian personalnych w KMW: we wrześniu 1925 r. skierowano na inne stanowisko 54 oficerów, a w stan spoczynku przeniesiono 13.

19 maja, zaledwie kilka dni po ostrej krytyce, jakiej została poddana PMW na forum polskiego parlamentu, ukazało się rozporządzenie Wojciechowskiego. Nowym szefem KMW został kmdr Świrski, zaś kmdr. por. Unruga ponownie powołano do służby - objął on dowództwo Floty. Jego siedziba od sierpnia 1924 r. mieściła się w Gdyni.

Unrug desygnację na nowe stanowisko otrzymał podczas pobytu w Sielcu 23 maja 1925 r. Awans jego został opublikowany w Dzienniku Personalnym MSWojsk. Nr 58 (O.V.L. 17703., „G”.25). Pod aktem nominacyjnym podpisy złożyli: Stanisław Wojciechowski, Władysław Grabski, Prezes Rady Ministrów i gen. dyw. Sikorski. To minister Sikorski złożył propozycję Unrugowi jego powrotu do MW i objęcia funkcji dowódcy Floty. Pisze Horacy Unrug:

[Ojciec] został przywołany do Sikorskiego zaraz po wysłaniu listu na temat [osoby] admirała Porębskiego. Sikorski zaproponował mu [powrót do] służby w Marynarce Wojennej. [Ojciec] wcale się tego nie spodziewał, raczej oczekiwał nagany od ministra Spraw Wojskowych za mieszanie się do rzeczy, które nie były w jego ówczesnej kompetencji obywatela ziemskiego. Po napisaniu listu do Sikorskiego, nie mógł odmówić wzięcia [odpowiedzialności] za proponowane reformy. Komandor Świrski, napisał do Ojca, że w jego liście do Sikorskiego wyrażał się zbyt krytycznie o admirale Porębskim. […]
     Funkcja dowódcy Floty nie była ukoronowaniem marzeń [mojego Ojca]. Była na pewno funkcją, która pozwalała mu robić, co potrafił najlepiej i co było Polskiej Marynarce Wojennej i Gdyni potrzebne. Jego marzeniem po 20 latach służby, po śmierci ojca i matki, było gospodarować w Sielcu. Z żoną, która też o tym marzyła i odniosła sukces; została jako jedna z pierwszych właścicieli ziemskich w Pałukach upoważniona na dostawę do Bydgoszczy tuczników z przeznaczeniem na bekon, które były następnie eksportowane do Anglii1.

Przed czujnym wzrokiem komandora nie można było nic ukryć. Nie tolerował beztroskiego podejścia do obowiązków służbowych cechującego niektórych starszych wiekiem oficerów, którzy trafili do MW w pierwszych latach II RP. Z tego powodu także i później nie obeszło się bez zasadniczych zmian personalnych. Przyszły admirał cenił natomiast ludzi młodych, z ambicjami, odznaczających się dużym poczuciem własnej godności i zdecydowanych respektować surowe reguły życia na morzu. Nie przypadkiem też Unrug najwięcej zwolenników miał wśród młodego pokolenia kadry PMW. Zachowując na co dzień dystans wobec podwładnych, młodych oficerów traktował wyjątkowo. Odkąd zamieszkał w wilii na Oksywiu, miał zwyczaj zapraszania podchorążych i nowo mianowanych podporuczników na półgodzinne towarzyskie rozmowy przy kawie.

Jak wyraził się swego czasu Zbigniew Machaliński, historyk PMW, funkcja dowódcy Floty była niewątpliwie ukoronowaniem marzeń Unruga - chociaż z takim poglądem nie zgadza się syn Horacy. Był on bez wątpienia realistą – co potwierdza syn admirała – dlatego za swe główne zadania przyjął budowę nowego portu wojennego, rozbudowę Floty, utworzenie dywizjonu okrętów minowych i okrętów podwodnych, ale przede wszystkim kształcenie kadry oficerskiej. Ale także duży nacisk – o czym współcześni badacze spraw morskich nieraz zapominają lub nie traktują z należytym zrozumieniem – kładł na kształcenie kadry podoficerskiej. Uważał, że brak doskonałych majstrów był największym problemem przemysłu polskiego.

Dowódca Floty był wymagający i krytyczny również w stosunku do siebie. Nie był natomiast oportunistą, nie cofał się przed wypowiedzeniem własnego zdania. Jak wynika z jednego z tajnych dokumentów zachowanych w papierach KMW, Unrug potrafił wziąć na siebie przewinienia swych podkomendnych, jeśli uznał, że doszło do nich wskutek braku jego nadzoru.

Opracowany przez komandora (awansowany w korpusie morskim 3 maja 1926 r. ze starszeństwem od 1 sierpnia 1924 r.) regulamin Służby Okrętowej, który został zatwierdzony przez MSWojsk., dokładnie regulował życie na okręcie – tak w porcie, jak i podczas ćwiczeń na morzu. Regulamin ustalał szczegółowo porządek dnia i towarzyszące mu czynności, wprowadzał zwyczaje morskie, określając całokształt życia Floty. Jej dowódca często osobiście czuwał nad przestrzeganiem wyznaczonych przez siebie norm. Unrug w wielu sprawach był nad wyraz drobiazgowy, co denerwowało podwładnych, nie przysparzając mu popularności. Ale owa irytująca pedanteria komandora nie wynikała wcale z chęci przyłapywania marynarzy na drobnych uchybieniach – on usiłował ich po prostu wychować. Surowym egzekwowaniem regulaminu dowódca Floty wyrabiał wśród swych podwładnych nawyk utrzymywania porządku, dbałość o wygląd zewnętrzny i dyscyplinę. Wszystko to miało zasadniczy wpływ na poziom wyszkolenia załóg. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że w porcie i na okrętach nic nie uszło uwadze dowódcy Floty. Zrozumiałe, że nie zawsze się z tym zdradzał. Z okien swej „warowni oksywskiej” miał doskonały widok na port – mógł śledzić każdy ruch, wyłapywał każde najmniejsze nawet niedbalstwo lub przewinienie. Unrug był fanatykiem punktualności i tego samego wymagał od innych. Swe iście „nelsonowskie” cechy konsekwentnie przeniósł na polski grunt.

Odkąd Unrug zamieszkał w Gdyni, z dużym zaangażowaniem włączył się w działalność społeczną, pełniąc różne odpowiedzialne funkcje. Drugą obok motoryzacji pasją kontradmirała (został awansowany 1 stycznia 1933 r.) było żeglarstwo – był zapalonym żeglarzem i mecenasem, tego sportu. Należał on do współzałożycieli Oddziału Morskiego Yacht-Klubu Polskiego w Gdyni (został komandorem oddziału morskiego YKP). Marynarka Wojenna wprowadziła do tego klubu swój jacht Junak. Gdy powstała druga organizacja żeglarska – Oficerski Yacht-Klub – Unrug potrafił dostrzec w nim nie konkurencję, lecz jeszcze jedną szkołę charakterów dla swojej kadry, starał się więc popierać oba stowarzyszenia. Znany z życzliwości dla młodzieży Unrug został także wybrany w 1932 r. pierwszym prezesem gdyńskiego Zarządu Ogniska YMCA (Young Men’s Christian Association – Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej). Naczelnym celem międzynarodowej protestanckiej organizacji, było wychowywanie młodych ludzi zgodnie z etyką chrześcijańską.

Unrug zawsze przywiązywał dużą wagę do sprawności fizycznej marynarzy. Dość często widziano go na meczach piłkarskich drużyny marynarki wojennej, którymi się żywo interesował. To z jego inicjatywy zakupiono szkuner – pierwszy okręt żaglowy ORP Iskra, który został sprowadzony do Polski w 1927 r. Doceniał wartość twardej szkoły pod żaglami.

Admirał Unrug wiedział, że chcąc dysponować skuteczną flotą wojenną, trzeba jej stworzyć w kraju odpowiednie zaplecze. Dlatego z wielkim zainteresowaniem i troską śledził pracę Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej, przeniesionych z Pucka do Gdyni w drugiej połowie lat 20. WPMW zatrudniały dobrych fachowców. Dowódca Floty był prawie codziennym gościem w warsztatach – dążył on do maksymalnego uniezależnienia się od stoczni remontowej na terenie Wolnego Miasta Gdańska.

Okazuje się, że młoda polska flota wojenna na Bałtyku w niespełna dwie dekady, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej kraju, wzbogaciła się o 18 okrętów bojowych, o łącznej wyporności około 17 000 t - 4 nowoczesne niszczyciele (Wicher, Burza, Błyskawica, Grom), 5 okrętów podwodnych (Ryś, Wilk, Żbik, Orzeł, Sęp), 2 kanonierki (Generał Haller, Komendant Piłsudski), 6 minowców (Jaskółka, Mewa, Rybitwa, Czajka Czapla, Żuraw), duży stawiacz min Gryf i wiele innych jednostek pomocniczych (transportowych, szkolnych itd.), które zbudowano we Francji, Anglii, Holandii i Polsce. Marynarka Wojenna, jako zupełnie nowy rodzaj sił zbrojnych odrodzonego państwa, z trudem utrwalająca swoje miejsce w ich strukturze, z reguły nie znajdowała jednak wystarczającego zrozumienia w gremiach decyzyjnych.

Obrońca Wybrzeża

Od 17 sierpniu 1939 r. Dowództwo Floty i Obszaru Nadmorskiego mieściło się formalnie koło helskiego dworca kolejowego. Tym sposobem Unurg uzyskał wgląd w bezpośrednie przygotowania wojenne półwyspu. Admirał przeniósł się teraz ze swoim małym sztabem do opróżnionego schronu amunicyjnego, około 5 km od nasady półwyspu po stronie Zatoki Puckiej. Kilka dni później, 23 sierpnia, na wieść o podpisaniu paktu Ribbentrop – Mołotow, ogłoszono „alarm na Flocie”. Załogi okrętów znalazły się w pełnej gotowości bojowej.

W momencie ogłoszenia mobilizacji, dowódca Floty objął dowództwo operacyjne Obrony Wybrzeża, podlegające bezpośrednio naczelnemu wodzowi, marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu. W przeddzień wybuchu wojny Unrugowi, podlegało bezpośrednio 16 000-18 000 ludzi; dowodził on całością sił morskich, lądowych i powietrznych Obrony Wybrzeża. Wszystkie jednostki lądowe i morskie dysponowały łącznie setką dział różnego kalibru i przeznaczenia. Przeciwnik jednak dysponował druzgocącą siłą. Na morzu przewaga Niemiec była dziesięciokrotna. W powietrzu piloci Luftwaffe byli praktycznie bezkarni, nie napotykając żadnego przeciwnika. Na lądzie przewagę ilościową szacowano jako najmniej przytłaczającą, bo dwu- i półkrotną, przy czym zdecydowanie lepsze było uzbrojenie przeciwnika.

Dowódca Floty, nauczony osobistym doświadczeniem z I wojny światowej, zdawał sobie sprawę ze spoczywającego na nim odpowiedzialności. Choć czuł się osobiście odpowiedzialny za życie tysięcy obrońców, zgodnie z wcześniejszymi rozkazami naczelnego wodza, zamierzał walczyć dopóty, dopóki pozwalają na to okoliczności. Nie miał jednak zamiaru przelewać krwi żołnierzy i marynarzy nadaremnie. Józef Unrug był człowiekiem honoru – dlatego, sumiennie przestrzegając międzynarodowych konwencji, nie zgadzał się na torpedowanie nieuzbrojonych i niekonwojowanych statków wroga. Miało to także tę dobrą stronę, że walcząc fair, dowódca Floty nie dawał pretekstu do ataku goebbelsowskiej propagandzie.

Już w pierwszych godzinach działań wojennych okazało się, że helskie Dowództwo Floty musi w zasadzie koordynować wszelkie akcje Obrony Wybrzeża. Unrug, pozostając odpowiedzialny za całość działań, nie miał jednak fizycznej możliwości ingerowania w decyzje Lądowej Obrony Wybrzeża i w obronę Westerplatte. Admirał całkowicie zawierzył tu płk. Stanisławowi Dąbkowi, który dowodził obroną Gdyni i Oksywia. Podobnie wyglądała sprawa z Wojskową Składnicą Tranzytową. Faktyczna działalność Unruga ograniczała się zatem do dowodzenia Flotą oraz bezpośredniego zwierzchnictwa nad dowódcą RU Hel.

Po kapitulacji Warszawy i Modlina, ostatnimi punktami zorganizowanego oporu pozostały Hel i Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” (walki tego ostatniego zgrupowania trwały do 6 października). W tej sytuacji nocą z 30 września na 1 października w schronie dowódcy Floty odbyła się narada wojenna. Prócz głównodowodzącego wzięli w niej udział: kmdr dypl. Marian Majewski, kmdr dypl. Stefan Frankowski i kmdr Włodzimierz Steyer. Oficerowie, z adm. Unrugiem na czele, byli zgodni, że dalsza obrona Helu straciła sens, wobec czego można z czystym sumieniem skapitulować. Tym bardziej, że w oddziałach piechoty brakowało amunicji i żywności. Biorąc to wszystko pod uwagę, Unrug stwierdził, że dalsza walka jest beznadziejna, a następne ofiary – niepotrzebne.

O godz. 19:30 kmdr Majewski podpisał akt kapitulacyjny, występując w imieniu Unruga. Przekazanie półwyspu Niemcom odbyło się 2 października.

Niewola i emigracja

Admirał Unrug do niewoli trafił 2 października 1939 r. Przebywał w 7 obozach jenieckich: Oflag X B w Nienburgu, Oflag XVIII C Spittal, Oflag II C w Woldenbergu, Oflag VIII B w Silberbergu, Oflag IV C w Colditz, Oflag VIII E w Johannisbrunn i Oflag VII A w Murnau. Z tego ostatniego został wyzwolony 29 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy gen. Omara Bradleya. Unrug w obozach tych był dobrze traktowany. Ale jeszcze w 1940 r. niemiecka delegacja podczas pobytu w Spittal próbowała nakłonić Unruga do powrotu do służby w Kriegsmarine. Admirał był nieugięty, a jego butna postawa za drutami wobec wroga obrosła w legendę. Z Niemcami rozmawiał tylko przez tłumacza, bo – jak powiedział – język wroga zapomniał 1 września 1939 r.

Po wojnie trafił do Wielkiej Brytanii. Tu wreszcie spotkał się ze swoją rodziną – żoną i synem Horacym. Objął stanowisko I zastępcy szefa KMW. W sierpniu 1948 r., w stopniu wiceadmirała, zwolniony z Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia został zdemobilizowany. Anglicy zaproponowali mu emeryturę, ale odmówił. Wraz z żoną wyjechał do Maroka, gdzie przyjaciele z dawnych lat załatwili mu pracę. Sześćdziesięcioletni admirał doglądał stanu floty kutrów rybackich, które służyły do połowu sardynek. Od 1951 r. pracował w Agadirze jako kierowca w przedsiębiorstwie górniczym. W 1958 r. Unrugowie wyjechali do Francji. Tutaj zamieszkali w Domu Polskim dla emerytów w wiosce w Lailly-en-Val pod Orleanem, utworzonym przez Fond Humanitaire Polonais (FHP). Unrugowie zostali wzięci pod opiekę przez departament Seine. Byli pierwszymi pensjonariuszami zabytkowego zamku, w którym zakwaterowano starsze osoby niezdolne już do pracy. Rząd francuski nigdy nie zaproponował admirałowi obywatelstwa w kraju, w którym spędził ostatnie lata życia. Miał statut i papiery uchodźcy pochodzenia polskiego. Nie otrzymywał też żadnych pieniędzy, pomijając koszta zakwaterowania i opieki. Gdy wieść o tarapatach finansowych admirała dotarła do Londynu, w Stowarzyszeniu Marynarki Wojennej natychmiast zorganizowano zbiórkę pieniędzy (o czym Unrug nie wiedział). Potem czyniono to jeszcze kilkakrotnie. Bezinteresowny odruch serca granatowej braci na obczyźnie daje piękne świadectwo więzi łączących środowisko marynarskie z byłym dowódcą Floty.

Józef Unrug także na emeryturze prowadził aktywny tryb życia - m.in. jako wytrawny kierowca dowoził samochodem zaopatrzenie do ośrodka z pobliskiego miasteczka. Pragnąc w ten sposób odpłacić się za otrzymaną pomoc. Pełen godności, nie przyjmował niczyjej jałmużny. Najtrudniejszy egzamin z siły charakteru przyszło Unrugowi zdać w ostatnich dniach życia. Staczając samotną walkę z cierpieniem spowodowanym chorobą nowotworową, przez dłuższy czas nie ujawniał rodzinie swego stanu zdrowia. Temu niezwykle sprawnemu i aktywnemu człowiekowi niełatwo było pogodzić się z faktem, że u kresu życia musi spędzać bez ruchu całe doby. Ten niezłomny oficer PMW, zmarł na raka 28 lutego1973 r.

Pochowano go na cmentarzu Montrésor. Życzeniem admirała było, by jego prochy spoczęły wśród podkomendnych na cmentarzu w Oksywiu. Dopiero po 45 latach, 2 października 2018 r., wypełniono jego ostatnią wolę - sprowadzono z Francji szczątki Józefa Unruga i jego małżonki Zofii (zm. w Orleanie 21 kwietnia 1980 r.) do Gdyni. 21 września 2018 r. Józef Unrug, decyzją Prezydenta RP Andrzeja Dudy, został pośmiertnie awansowany na stopień admirała floty.

Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Przypis:
1.  List H. Unruga do M. Borowiaka z 21 lipca 2004 r.


Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 15

  • 14
    Czuje się - ZADOWOLONY
    ZADOWOLONY
  • 0
    Czuje się - ZASKOCZONY
    ZASKOCZONY
  • 1
    Czuje się - POINFORMOWANY
    POINFORMOWANY
  • 0
    Czuje się - OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 0
    Czuje się - SMUTNY
    SMUTNY
  • 0
    Czuje się - WKURZONY
    WKURZONY
  • 0
    Czuje się - BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

Przeczytaj także

Daj nam znać

Jeśli coś Cię na Pojezierzu zafascynowało, wzburzyło lub chcesz się tym podzielić z czytelnikami naszego serwisu
Daj nam znać
ReklamaB2ReklamaB3ReklamaB4
ReklamaA2