ReklamaA1ReklamaA1-2

Dostałem szansę na drugie życie

AktualnościFelieton13 stycznia 2024, 20:30   red. Karol Soberski1596 odsłon
Dostałem szansę na drugie życie
Po operacji nie oglądam się już za siebie, patrzę tylko do przodu - fot. Aleksnadra Soberska

Dzisiaj pierwsza sobota, od kilkunastu dni, którą spędzam poza Wielkopolskim Centrum Onkologii w Poznaniu. Wczoraj minął tydzień od operacji, która uratowała mi życie. I dała drugą szansę. Za tę szanse dziękuję przede wszystkim dr Arkadiuszowi Spychale, chirurgowi, który mnie operował, dr Wiesławie Liberowicz-Wieloch, anestezjolog, która do końca walczyła, bym uniknął tracheotomii, jak i całemu zespołowi medyków współpracujących przy mojej operacji. Wielkie podziękowania! Ale podziękowania kieruję też do dr Mieczysława Kościelniaka z Rogowa oraz do endokrynolog, dr Małgorzaty Janczak z Gniezna, za to, że postawili odpowiednie diagnozy i skierowali mnie do fantastycznych specjalistów. Obecnie, do końca stycznia jestem na specjalnej diecie i rehabilitacji.

Takiego początku roku, jak roku 2024, jeszcze w życiu nie miałem. 2 stycznia trafiłem do Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Poznaniu, gdzie czekała mnie operacja usunięcia tarczycy na której urosły dwa guzy nowotworowe o wielkości kilkunastu centymetrów. Nie będę ukrywał, że ten czas spędzony w szpitalu, to był dla mnie czas wielkiego stresu, emocji i niepewności, szczególnie, że pierwotna data mojej operacji została przesunięta ze względu na inne operacje, które się przeciągnęły w czasie.

Na szczęście drugi termin, piątek, 5 stycznia wypalił. Tego dnia obudziłem się o godz. 6.00, ponieważ godzinę później musiałem być już gotowy na operację. Potem był czas na tabletki, płyny, zastrzyki, itp… O godz. 8.00 podjechało łóżko i… później widziałem już tylko sufit kolejnych sal, aż w końcu trafiłem na salę operacyjną, gdzie zapamiętałem trzy rzeczy. Najpierw poinformowano mnie, że będę miał unieruchomioną prawą rękę wzdłuż ciała, potem że lewą rękę mam wyciągnąć w bok, a na koniec założono mi na twarz maseczkę i…. zapadła ciemność…

Jak się przebudziłem, wydawało mi się, że wszystko trwało 5 minut… Tymczasem było już pięć godzin po… Ponad cztery godziny trwała operacja, a godzinę po jej zakończeniu zostałem wybudzony i znajdowałem się na sali Oddziału Intensywnej Opieki Zdrowotnej. Z operacji – jak wspomniałem – nic nie pamiętam. Później dowiedziałem się, że usunięta mi tarczyca i dwa wielkie guzy, mogły ważyć nawet 3 kilogramy! Kawał ciała! Ale dzięki tej operacji dostałem drugą szansę na życie. I za tę szanse dziękuję przede wszystkim dr Arkadiuszowi Spychale, chirurgowi, który mnie operował. Dziękuję za jego umiejętności, talent, precyzję, wiedzę i niesamowite podejście do pacjenta.

Po operacji dowiedziałem się też, że był problem z moją intubacją i nawet groziła mi tracheotomia. Ale dzięki wytrwałości dr Wiesławy Liberowicz-Wieloch udało się tego uniknąć. Za co jestem Pani Doktor wdzięczny.

Na OIMO-ie spędziłem dobę (w towarzystwie niezwykle miłych i profesjonalnych pielęgniarek, w tym jednej mieszkającej na Kalinie w gminie Gniezno). Pierwsze co „zauważyłem” po wybudzeniu, to zupełnie inny mój głos. Lekarze przed operacją mnie ostrzegali, że mogę nawet głos stracić – na jakiś czas – a na pewno mi się zmieni. I rzeczywiście jest inny – ponoć bardziej dostojny, jak stwierdziły pielęgniarki. Teraz potrzebuję czasu na rehabilitację, by głos wrócił do normy. Potrzebuję czasu na to, by zeszły wszelkie obrzęki powstałe na skutek operacji, by rana – o długości 20 cm – się zagoiła i bym nabrał sił.

I właśnie aktualnie, do końca stycznia, jestem na specjalnej diecie i rehabilitacji.

Najważniejsze, że będę żył i dalej będę mógł realizować swoje plany, projekty, marzenia… 

Podziękowania kieruję też do dr Mieczysława Kościelniaka z Rogowa oraz do endokrynolog, dr Małgorzaty Janczak z Gniezna, za to, że postawili odpowiednie diagnozy i skierowali mnie do fantastycznych specjalistów. Inni lekarze, u których bywałem w minionych latach twierdzili, że po prostu przytyłem, stąd mam taką szeroką szyję... Jakoś żaden z nich nie chciał skierować mnie na USG, uczynił to dopiero dr M. Kościelniak…

Dzięki tym wszystkim lekarzom żyję, bo gdyby nie postawili trafnych diagnoz, nie podjęli się operacji, to groziło mi, że w najbliższych miesiącach bym się udusił, albo, że te dwa guzy (na szczęście niezłośliwe) przekształciły by się w złośliwe…

Druga szansa

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że wszystko się zmienia, że człowiek diametralnie zmienia swoje życie, zmienia nastawienie do życia, do ludzi i staje się innym człowiekiem… I taki czas nastał też w moim życiu…

Wiadomość, że mam dwa duże guzy nowotworowe sprawiła, że przewartościowałem w 100 procentach swoje życie… Czas w którym czekałem na wyniki badań i na wyrok, czas pobytu w szpitalu, czas operacji sprawiły, że z dnia na dzień stałem się innym człowiekiem, zrewidowałem wszystkie moje znajomości…

Dzisiaj wiem, kto jest moim wrogiem, kto mi źle życzy, kto jest fałszywym człowiekiem, kogo wykreśliłem ze swojego życia i na kogo nie mogę liczyć… Dzisiaj wiem, kto jest moim kolegą czy koleżanką, kto Przyjacielem, komu mogę zaufać, wobec kogo mogę być szczery, na kogo mogę liczyć i z kim mogę „konie kraść”…

Dzisiaj wiem, kto się do mnie przymilał przez ostatnie lata, by na moich plecach, by poprzez moje weekendowe, ogólnopolskie i międzynarodowe wydarzenia się wybić, by poprzez kontakty nawiązane na moich projektach robić interesy i się promować… Dzisiaj wiem, kto po trupach był  gotowy zrobić wszystko dla swojej kariery… Dzisiaj wiem, że skończył się czas, by podczas moich wydarzeń dawać szansę innym ludziom…

Życie mi pokazało, że większość z takich osób nie zasługuje na żadne wsparcie, na promowanie tych osób, na ich wspieranie… W moim życiu było wiele takich osób, które poprzez moje wydarzenia wypromowałem w pewnych środowiskach, które wspierałem, którym pomagałem, a dzisiaj te osoby udaję, że mnie nie znają…

Tak w życiu bywa, że potrzeba wstrząsu, by to zrozumieć.

Za mną kilkugodzinna operacja, teraz – do końca stycznia – czas rehabilitacji i dochodzenia do sił… Ale najważniejsze, że będę żył...

I będę dalej robił moje wielkie projekty, festiwale, konferencje, sympozja i będę pisał książki (nie tylko o historii regionu, ale też powieście historyczno-kryminalne). Ale to wszystko będę robił ze sprawdzonymi ludźmi z mojej Fundacji Historycznej „Przywracamy Pamięć”, z osobami którym mogę zaufać i którzy mnie nie zawiodą… I przede wszystkim z moją kochaną żoną Aleksandrą...

Zmieniłem diametralnie moje nastawienie do życia, do ludzi, ale nadal będę żył zgodnie ze swoją osobowością, bo tylko wtedy będę szczęśliwym człowiekiem. A tym wszystkim, którzy cały czas krytykują mnie i moje wydarzenia, zacytuję jedno zdanie: „Krytyka to jest pastwienie się umysłów jałowych nad twórczymi”.

20 lat minęło…

W 2024 roku minie 20 lat jak na poważnie zająłem się badaniem historii pogranicza Wielkopolski, Kujaw i Pałuk. 20 lat jak jeden dzień… (ale o tym jubileuszu więcej napiszę już wkrótce).

„Osiągnął Pan poziom na który wielu nigdy nie zdoła się wdrapać bo są za tchórzliwi, za maluczcy duchem. To wspaniałe, że nie ma Pan potrzeby przeglądania się w cudzych oczach, jak w lustrze, bo wie Pan, ile jest Pan wart i opinia innych jest Panu absolutnie obojętna” - napisała pod jednym z moich postów na FB, obserwatorka moich działań. I ma rację, gdy spojrzę na to, czym się zajmuję od 20 lat. Idę swoją drogą, realizuję swoje pomysły i nie oglądam się na innych.

Mam na karku już prawie 48 lat, jestem facetem w pełni dojrzałym i mającym plan na swoje życie zawodowe. Życie w którym chce łączyć moją pasję z pracą, bo nie ma nic przyjemniejszego, niż robić to, co się kocha. A że Stwórca obdarzył mnie pewnymi talentami, to nie mogę tego zmarnować tylko dlatego, że ktoś inny mi zazdrości tego czy innego pomysłu.

Moi Przyjaciele mówią, że powinienem być dumny z tego co robię, mam osiągnięcia i jestem wizjonerem. I takim mam pozostać. Ktoś inny, gdzieś w mediach określił mnie że jestem „człowiekiem niezwykle charyzmatycznym, bo historia regionalna np. szerokich okolic Gniezna, nie jest dziedziną łatwą, a Karol podniósł ją na inny, wyższy poziom”.

I takim człowiekiem pozostanę na kolejne kilkadziesiąt lat...


Jeśli ktoś chciałbym ze mną wypić wirtualną kawę i wesprzeć moje działania – zapraszam: https://buycoffee.to/karolsoberskinatropachhistorii

Gdyby ktoś chciał wesprzeć dodruk mojej książki. pt. „Zapomniana zbrodnia”  może to uczynić tutaj: pomagam.pl/a34tkd



Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 93

  • 49
    Czuje się - ZADOWOLONY
    ZADOWOLONY
  • 0
    Czuje się - ZASKOCZONY
    ZASKOCZONY
  • 43
    Czuje się - POINFORMOWANY
    POINFORMOWANY
  • 0
    Czuje się - OBOJĘTNY
    OBOJĘTNY
  • 1
    Czuje się - SMUTNY
    SMUTNY
  • 0
    Czuje się - WKURZONY
    WKURZONY
  • 0
    Czuje się - BRAK SŁÓW
    BRAK SŁÓW

Przeczytaj także

Daj nam znać

Jeśli coś Cię na Pojezierzu zafascynowało, wzburzyło lub chcesz się tym podzielić z czytelnikami naszego serwisu
Daj nam znać
ReklamaB2ReklamaB3ReklamaB4
ReklamaA3